Cytat:Dla nas, Polaków, najważniejszą, a często jedyną liczącą się fazą długiej bitwy o Monte Cassino jest trwające od 12 do 18 maja 1944 roku natarcie II Korpusu generała Władysława Andersa, które – okupione bolesnymi stratami – zmusiło niemieckich komandosów do opuszczenia klasztoru. Włosi patrzą na tę bitwę z szerszej i zupełnie innej perspektywy. Tutejszych historyków o wiele bardziej zajmuje los walczącego wówczas u boku aliantów włoskiego korpusu, a przede wszystkim ledwie kiełkujący na północy, i to bardziej w sferze idei niż czynu, włoski ruch oporu. Dla miejscowych to pięciomiesięczna gehenna alianckich bombardowań, barbarzyńskie zniszczenie klasztoru, a przede wszystkim potworne zbrodnie francuskich oddziałów kolonialnych.
(…)
Mieszkańcy Cassino i okolic wspominają bitwę fatalnie z powodu bombardowań aliantów, w których zginęło co najmniej 10 tys. cywilów, zrównania z ziemią klasztoru Benedyktynów – miejsca kultu i skarbnicy włoskiej kultury – oraz niewyobrażalnego barbarzyństwa złożonego z Marokańczyków i Tunezyjczyków francuskiego korpusu ekspedycyjnego pod dowództwem generała Alphonse’a Juina. W programie edukacyjnym telewizji publicznej RAI decyzję o zbombardowaniu klasztoru nazwano „szaleństwem”. W literaturze padają ciężkie oskarżenia. Historycy obwiniają Amerykanów o błąd rozpoznania i beztroskę. Co prawda Niemcy zlikwidowali obiecaną 300-metrową strefę zdemilitaryzowaną wokół klasztoru, jednak na teren opactwa weszli dopiero po 15 lutego, gdy 230 amerykańskich bombowców, w największej akcji II wojny przeciw jednemu małemu obiektowi, zrównało go z ziemią.
(…)
Najboleśniejsze dla miejscowych są jednak wspomnienia korpusu generała Juina. Wiele włoskich źródeł cytuje przemówienie, które miał wygłosić 14 maja 1944 roku, gdy Polacy szturmowali Monte Cassino, do swoich egzotycznych żołnierzy: „Za tymi górami, poza żołnierzami wroga, których zabijecie, jest rozległa ziemia, bogata w kobiety, wino i domy. Jeśli przejdziecie te góry, wasz generał przysięga wam, że to wszystko, te kobiety, te domy, to wino, wszystko, co znajdziecie, jest wasze. Przez 50 godzin. Możecie zabrać wszystko, zniszczyć wszystko i robić wszystko, co wam się żywnie podoba”.
Wprawdzie tekstu tego przemówienia nie ma w żadnych dokumentach i wielu historyków, tak francuskich, jak włoskich, wątpi, by zostało kiedykolwiek wygłoszone, jednak Arabowie (12 tys.) po przedarciu się przez niemieckie linie mordowali, rabowali i gwałcili jak wojsko Dżyngis-chana. I to nie przez 50 godzin, ale niemal do końca maja. Według ostrożnych szacunków zgwałcili ponad 5 tysięcy kobiet, a także mężczyzn w wieku od 5 do 85 lat. Nieopodal Cassino w Santa Maria di Esperia ich ofiarą padł ksiądz Alberto Terrilli, który zmarł kilka dni później. Arabowie wyrżnęli, wcale nie z głodu, 90 procent bydła. Gdy dowiedział się o tym papież Pius XII, zaapelował do generała Charlesa de Gaulle’a, by nie wpuszczał ich do Rzymu. Korpus ekspedycyjny wrócił do domu. Jeśli generał Juin nie zachęcał żołnierzy do barbarzyństwa, dziwić musi obojętność francuskiej kadry oficerskiej. Włosi podejrzewają, że był to odwet za zbombardowanie francuskich cywilów przez włoskie lotnictwo w czerwcu 1940 roku. O losie zgwałconych wówczas kobiet Alberto Moravia napisał powieść „La Ciociara” („Matka i córka”), a Vittorio de Sica na jej podstawie nakręcił film z Sofią Loren w roli głównej.
15 marca 2004 roku z udziałem ówczesnego prezydenta Włoch Carla Azeglio Ciampiego oficjalnie oddano cześć pamięci zgwałconych i ofiar bombardowań Cassino. Naturalnie nikt nie kojarzy z tymi zbrodniami Polaków, którzy jako wyzwoliciele pozostają do dziś we wdzięcznej pamięci Włochów. Jednak Monte Cassino wywołuje tu zupełnie inne skojarzenia niż w Polsce.
Szczerze - nigdy o tym nie wiedziałem. Co Wy powiecie na takie fakty?